W tym tygodniu mamy wysyp ostrzeżeń przed bankructwem Deutsche Banku, fundusze arbitrażowe wycofują z DB swoje środki. Dlatego przypominam mój tekst który został opublikowany w tygodniku wSieci w czerwcu 2013 roku. Tłustą czcionką moje ówczesne ostrzeżenia dotyczące DB.

* * *

Cztery największe gospodarki świata oraz strefa euro prowadzą operację masowego druku pieniądza przez banki centralne.  W minionych pięciu latach Fed i EBC dodrukowały odpowiednio około dwa biliony dolarów i dwa biliony euro, Fed dalej drukuje w tempie 85 mld dolarów miesięcznie, Bank Japonii drukuje jeny w tempie 75 mld dolarów miesięcznie. Wielka Brytania również drukuje funty, a Chiny wspierają wzrost przez bardzo agresywna politykę ekspansji kredytowej.

Na czym polega ten druk pieniądza. W normalnych czasach bank centralny pożyczał bankom komercyjnym, czyli takim które zajmowały się obsługą firm i ludności, pieniądze pod zastaw wartościowych aktywów.  Najczęściej tymi aktywami były obligacje rządu, uznawane za bardzo bezpieczne. Jednak te pożyczki pod zastaw były niewielkie, ponieważ banki komercyjne finansowały akcję kredytową przede wszystkim z zebranych lokat od ludności i tych firm, które miały nadwyżki środków finansowych. Ale czasy się zmieniły. Obecnie skala zebranych depozytów już w żaden sposób nie ogranicza działalności banków, one po prostu decydują ile kredytu i komu udzielić, jakich inwestycji dokonać, i po podjęciu tych decyzji po prostu zwracają się do banku centralnego żeby im dostarczył odpowiednią ilość dolarów, euro, jenów czy funtów oprocentowanych na blisko zero procent dla realizacji tych inwestycji. I banki centralne dostarczają kolejne miliardy, prawie bezkosztowo, bo w tym celu nie trzeba nawet drukować banknotów, tylko wystarczy kilka razy kliknąć myszą, i na rachunkach banków komercyjnych prowadzonych w banku centralnym pojawiają się kolejne miliardy.

Te liczby mogą zawrócić w głowie, bilion tu, bilion tam, to mnóstwo pieniędzy. Na przykład PKB niemieckiej  gospodarki wynosi 2,7 biliona euro, a Polskiej około 400 miliardów euro. Ale to i tak tylko namiastka tego co się naprawdę dzieje na rynkach finansowych. Według raportu rocznego Deutsche Banku, największego banku niemieckiego, na koniec grudnia  2012 roku ten bank miał zawarte transakcje na instrumentach pochodnych na kwotę ponad 55,6 bilionów euro. Powtórzę, na kwotę 55 tysięcy sześciuset miliardów euro. Część tych transakcji była wyceniana z zyskiem, część ze stratą i efekt netto dla Deutsche Banku to była pozytywna wycena na kwotę 20 mld euro. A to tylko przykład jednego banku, podobna skalę działania ma amerykański JP Morgan. Finansiści argumentują, że te wielkości nie mają znaczenia, bo bardzo często bank zawiera transakcje w taki sposób, że jedna ubezpiecza drugą, więc nie ma ryzyka rynkowego. Zgadam się, w normalnych czasach nie ma, ale żyjemy w czasach nienormalnych i wystarczy, że część transakcji nie zostanie rozliczona (na przykład z powodu bankructwa kontrahenta) i może ruszyć domino, w którym poszczególne kostki mają wagę bilionów dolarów i euro. Nie miliardów, tylko bilionów.

W skali świata już nikt nie ogarnia skali ryzyka, które jest związane z tą piramidą finansową zbudowaną przez największe banki świata za pomocą instrumentów pochodnych. A ponieważ nikt już tego nie ogarnia, to bankierzy centralni podjęli decyzję, żeby drukować pieniądze na olbrzymią skalę, aby podtrzymać tę piramidę. Gdyby jeszcze w międzyczasie podjęto działania naprawcze, żeby ograniczyć wielkość tej piramidy finansowej, ale tak nie jest. W raporcie rocznym za 2007 rok, czyli tuz przed wybuchem kryzysu finansowego, Deutsche Bank informował, że wartość nominalna transakcji zawartych na instrumentach pochodnych wynosi 47,2 biliona euro. Czyli minęło pięć lat kryzysu i skala transakcji na instrumentach pochodnych tylko w tym jednym banku  wzrosła o ponad 8 bilionów euro. O ponad 8 tysięcy miliardów euro. Piramida finansowa cały czas puchnie. Zwykli ludzi pracujący w fabrykach, czy w sklepach, którzy operują kwotami po kilkadziesiąt złotych czy euro, może kilkaset, gdy trzeba zapłacić ratę za kredyt, nie mają pojęcia, że świat jest zakładnikiem kilkudziesięciu banków, które operują miliardami i bilionami. Dopiero jak się dostrzeże skalę tych operacji finansowych można zrozumieć dlaczego banki centralne drukują pieniądze bez opamiętania w jakimś psychodelicznym transie. Bo panicznie boją się sytuacji, a której jeden z tych wielkich banków miałby problemy z rozliczeniem transakcji zawartych na biliony euro czy dolarów. Rację miał Richard Bookstaber, który spędził całe życie na Wall Street jako szef ryzyka w kilku bankach i funduszach hedgingowych, którego zespół wygenerował krach na giełdzie w 1987 roku, gdy nazwał swoją książkę „Demon którego sami stworzyliśmy”. I teraz ten demon-bankster niszczy światową gospodarkę.